Gdzieś w mieście, w bloku z betonu żyła sobie ona.Swój ogród własny wielki w sercu trzymała.
Tysiące pięknych róż tam kwitło,
Każda róża, to napotkane dobro.
Kolejny uśmiech drugiego człowieka, życzliwy gest,
Rozmowa czy też uczynek, to kolejna piękna róża.
I tak ogród ciągle się powiększał.
Lecz pośrodku tegoż wspaniałego zjawiska,
Była inna, jedyna, duża, czarna róża.
Od innych róż dzieliła ją czarna ziemia, a przed nią ławeczka.
Czarna róża karmiła się bólem, smutkiem, żalem, płaczem.
Na swych płatkach miała wypisane złe wspomnienia.
Lecz ona jej nie wyplewiła, wręcz przeciwnie.
Doglądała do niej, każdego dnia,
Czy to słońce czy to deszcz.
To z jej soków, wypiła pokorę.
To dzięki niej spostrzegała ludzi inaczej,
Świadoma, że w każdym jest taka czarna róża.
Często, gdy siedziała sama, w betonowym bloku,
Zapuszczała się w głąb serca do swego ogrodu.
Zachwycała się różami, i temu, dzięki czemu wyrosły.
Starała się przy każdej, chociaż chwilkę przystanąć,
Lecz ciągle myślała ukradkiem o tej w środku.
Krok po kroczku, co raz bliżej,
Zstępując z żyznej gleby wkraczała na twardą i suchą.
Siadała przed czarną różą, piękną czarną różą.
Czytała złe wspomnienia z jej płatków, płakała i żal odczuwała.
Po chwili wycierała łzy, i z uśmiechem
Dziękowała Bogu, za te trudne lekcje, które umacniały.
Czarna róża ciągle rosła, co chwile przybywały jej nowe płatki.
Płatki, na których wypisywały się kolejne smutne wspomnienia.
Lecz Ona, ufając Bogu, szła na przód z podniesioną głową,
Wiedząc, iż pięknych róż nigdy nie przestanie przybywać,
A czarna róża, którą tak umiłowała, nie chce jej krzywdy
Lecz uczyć prostej i pokornej miłości i ufności.
W taki sposób w szarym mieście kwitł piękny ogród.