niedziela, 25 grudnia 2011

Ja – człowiek?

Chce by traktowano mnie jak człowieka.
Lecz czy to możliwe?
Gdyż ja nie jestem człowiekiem.
Jestem bestią w skórze największego cudu Boga.

Ja sama jestem temu winna.
Doszłam do tego upadku przez własne błędy.

Gdzie moje sumienie?
Gdzie je zgubiłam?
Gdzie wspaniałe cechy, upodabniające do Boga?
Czy ktoś mi je ukradł?
Może są gdzieś uśpione?

Jak długo pochłania mnie kłamstwo?
Kim jestem?
Czy mogę zdjąć maskę?
Nie, jeszcze nie, nie tutaj, nie teraz.
Mam okazać słabość?
Przecież tak się stanie, gdy zdejmę maskę.
Ale czy z nią jestem twarda?

Czy ucieknę przed sobą?
Może uda mi się sobie przeciwstawić?
A jeżeli przegram?
Nie, nie przegram.
Skoro walczę ze sobą, to przegram i wygram.

Więc, po co ta bitwa?
Aby wygrać wojnę o człowieczeństwo?

Ale czym jest ta wojna?
Czym są moje wojska?

Wojna to nie jedna bitwa, to ciągłe walki.
Nie tylko ze sobą, lecz także z tak zwanym „złem”.
Moje wojska to miłość Boga.
Boga, którego bardzo zawiodłam.
Mimo to, On zawsze jest przy mnie.

Doszłam do skrzyżowania.
Mam iść drogą łatwiejszą?
Tą drogą już szłam.
Na tej drodze nie ma miejsca na przyjaźń, radość, prawdę.
To na tej drodze zgubiłam sumienie.

Tym razem pójdę trudniejszą drogą.
Pójdę na wojnę.
Jestem świadoma, że idąc na wojnę, będę brała, co dziennie udział w bitwach.
W bitwach ze sobą, z pokusami, ze złem.

Chce być znów największym cudem Boga.
Chce zasłużyć na miano człowieka.
Chce zdjąć maskę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz