wtorek, 14 lutego 2012

Ocal to co słabe

Ocal, ocal mnie. 
Twe oblicze moją ucieczką.
Tyś początkiem, drogą i końcem.
Naucz ufać, pomnóż wiarę.
Proszę zabierz wolną wolę.
I daj mi w pełni poznać Twoją.
Bo ta miłość nie wygaśnie.
Ratuj, ratuj mnie ode mnie.

piątek, 3 lutego 2012

Madzia

Gdy byś wiedziała jak miasto Kiepury dla Ciebie się przeszukuje.
Gdy byś wiedziała ile serc nie tylko tu w Polsce poruszyłaś.
Gdy byś wiedziała, z jaką upartością do drzwi Boga o Ciebie się dobijają.
Gdy byś wiedziała… czy to by coś zmieniło?
Czy by w tedy Twoja historia dobrze się skończyła?
Już nie szukają Ciebie, ale Twego ciała.
Lecz w nas tak wielu nadzieja ciągle jest.
Tyś niewinne, bezbronne dziecię.
A Twój los tak nieznany.
Tylu ludzi czeka na wieść szczęśliwą.
Na wieść, żeś Ty jest żywa.
Lecz jeśli już z góry na nas patrzysz,
Proszę otrzyj nasze łzy.

środa, 1 lutego 2012

Tak często zagubieni
W tłum ludzi wtopieni
Tracimy co chwile nadzieję
Gdy zjawiają się światła złodzieje
Błądząc to tu to tam
I zjawia się ten cham
Chce zabrać Prawdę
Myląc co ile jest warte
Ale ja stawiam na Ciebie.

piątek, 20 stycznia 2012

Ona

Gdy wypowiesz jej imię to zniknie.
Będzie tylko w tedy, gdy się jej na to pozwoli.
Ciągle czeka, czuwa, nie rezygnuje.
Często jej pragniesz.
A gdy przychodzi to ją zabijasz.
Boisz się jej.
Boisz się tego, co ze sobą niesie.
Ona, tak nie winna.
A jednak przeraźliwa.
Cisza jej na imię.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Życie

To tylko dni układające się w tygodnie
które tworzą miesiące stanowiące lata
zamykając się w krótkim byciu
gdzie nie liczą się sekundy tworzące
 minuty na potrzeby godziny
To nie tylko czas dzielony na dzień i noc
to coś od snu do snu
od wdechu do wydechu
od łzy do uśmiechu
od spojrzenia do dotyku
od klęknięcia do modlitwy
od błędu do żalu
od koleżeństwa do przyjaźni
Bo to nie jest określeniem czasu
to jest tym co się w tym czasie dzieje
To właśnie jest życie.





 

czwartek, 12 stycznia 2012

Ikar

Czy to zbrodnia czy za zbrodnie kara,
Że śmierć widzieć musiałam Ikara?
Skrzydeł tych pięknych mu nie dałam,
Ale to ja je brutalnie odebrałam.
Nadzieje promieniami słońca przypaliłam,
Miłość wilgocią morza przepełniłam.
Jak ten Dedal, szukałam mego skarbu rozpaczliwie,
I znalazłam wiarę o skały roztrzaskaną podejrzliwie.
Ucieczka Dedala przed Minosem, moja przed światem,
Wielka strata tu i tu, o wolności czyś ty moim katem?
 A może tyś tylko marną fatamorganą, co mami,
Bo to nie wolność serce z bólem przykuwa kajdankami.
Minosie na Sycylie, po Dedala się upomniałeś,
I przegrałeś czy o tym już zapomniałeś?
Teraz upominasz się o mnie,
Walcząc nieprzytomnie.
Może tym razem wygrasz,
Bo ze słabeuszem igrasz.
A może, ta wiara na skałach jak ziarno obumrze,
By wydać plon obfity i nie umrze.

sobota, 31 grudnia 2011

Ogród

Gdzieś w mieście, w bloku z betonu żyła sobie ona.
Swój ogród własny wielki w sercu trzymała.
Tysiące pięknych róż tam kwitło,
Każda róża, to napotkane dobro.
Kolejny uśmiech drugiego człowieka, życzliwy gest,
Rozmowa czy też uczynek, to kolejna piękna róża.
 I tak ogród ciągle się powiększał.
Lecz pośrodku tegoż wspaniałego zjawiska,
Była inna, jedyna, duża, czarna róża.
Od innych róż dzieliła ją czarna ziemia, a przed nią ławeczka.
Czarna róża karmiła się bólem, smutkiem, żalem, płaczem.
Na swych płatkach miała wypisane złe wspomnienia.
Lecz ona jej nie wyplewiła, wręcz przeciwnie.
Doglądała do niej, każdego dnia,
Czy to słońce czy to deszcz.
To z jej soków, wypiła pokorę.
To dzięki niej spostrzegała ludzi inaczej,
Świadoma, że w każdym jest taka czarna róża.
Często, gdy siedziała sama, w betonowym bloku,
Zapuszczała się w głąb serca do swego ogrodu.
Zachwycała się różami, i temu, dzięki czemu wyrosły.
Starała się przy każdej, chociaż chwilkę przystanąć,
Lecz ciągle myślała ukradkiem o tej w środku.
Krok po kroczku, co raz bliżej,
Zstępując z żyznej gleby wkraczała na twardą i suchą.
Siadała przed czarną różą, piękną czarną różą.
Czytała złe wspomnienia z jej płatków, płakała i żal odczuwała.
Po chwili wycierała łzy, i z uśmiechem
Dziękowała Bogu, za te trudne lekcje, które umacniały.
Czarna róża ciągle rosła, co chwile przybywały jej nowe płatki.
Płatki, na których wypisywały się kolejne smutne wspomnienia.
Lecz Ona, ufając Bogu, szła na przód z podniesioną głową,
Wiedząc, iż pięknych róż nigdy nie przestanie przybywać,
A czarna róża, którą tak umiłowała, nie chce jej krzywdy
Lecz uczyć prostej i pokornej miłości i ufności.
W taki sposób w szarym mieście kwitł piękny ogród.





wtorek, 27 grudnia 2011

Oni

Mówiono, że to nie możliwe.
Ogień i ogień,
 Albo się spalą
Albo się wypalą.
Lecz ich ogień miłości,
Na nowo każdego dnia się rozpala.
Jest większy niż wczoraj,
Ale i mniejszy niż jutro.
Ogień, który ogrzewa, ale i parzy.
Lecz czym jest miłość bez bólu?
Ją trzeba jak złoto w ogniu próbować.
A oni próby jakże bolesne,
A jakże umacniające przechodzą.
Tylko, gdy razem płoną nadają miłości sens.
Tak, więc, krzyczę, płońcie!
Niech ogień miłości w was nie gaśnie.

Bezcenny

Bez niego to tak jakby bez jednej ręki,
Ale można żyć.
Bez niego to tak jakby bez jednej nogi,
Ale można żyć.
Bez niego to tak jakby z chorymi płucami,
Ale można żyć.
Bez niego to tak jakby bez języka,
Ale można żyć.
Bez niego to tak jakby bez wzroku,
Ale można żyć.
Lecz z nim nie potrzebne są ręce,
Gdyż jego dłonie wystarczą.
Lecz z nim nie potrzebne są nogi,
Gdyż latasz nad błahostkami.
Lecz z nim nie straszne chore płuca,
Gdyż w pełni oddychasz sercem.
Lecz z nim nie straszny Ci brak języka,
Gdyż rozumiecie się gestami.
Lecz z nim nie straszny Ci brak wzroku,
Gdyż on Cię pokieruję.
Czyż on, nie jest więcej wart niż jakakolwiek część mnie?
Zaiste stwierdzam, iż przyjaciel jest bezcenny.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

///

Siedział sobie człowiek, na czarnej ziemi wśród bujnej zieleni.
Rozmyślał ciężko o sensie życia, nie rozumując swego bycia.
Myśli w różne strony się rozbiegły, i te złe głęboko się zalęgły.
Na nic wiele ksiąg przeczytanych i wielu mądrych ludzi wysłuchanych.
Serce zgorzkniałe, przeszłością pijane.
Rozum ospały nie gotowy by żyć według jakiejkolwiek wiary.
Ateistyczne zanurzenie, "Boga nie ma" - chore założenie.
Z ciemności naiwność narodzona, przez rzeczywistość brutalnie pokrojona.
Człowieczek słaby, bezradnością ukoronowany.
I tak siedział, płakał, rozmyślał aż w końcu zasnął w objęciach Tego z krzyża.

niedziela, 25 grudnia 2011

Przeszłość

Co mam zrobić?
Gdzie mam iść?
Coś mnie rozrywa, szarpie na kawałki!
A jednak w całości, lecz z ogromnym bólem!

Cóż to się dzieje?
Czemu myśli rozsypane?
Jakież to szkaradne słowa po mej głowie chodzą!
Te uczucie kłuje, pali, zabija!

Skąd ta nienawiść?
Czemu we mnie szaleje?
Odpowiedzi szukam i nigdzie jej nie dostrzegam!
Niech mnie wykończy szybko!

Dlaczego to coś się mną bawi?
Po co te tortury?
To nawet nie bitwa, to napad!
Bez broni, bez siły na arenę z lwami rzucona!

Kto Ty jesteś, że się mną tak bawisz?
Czy to Ty przeszłości?
Tak, to ta czarna przeszłość mnie dopadła!
To ona, niszczy nadzieje, to ona ją zabija!

Czemuś powróciła, przeszłości porzucona?
Przyszłaś kare wymierzyć?
Błędów popełnionych wybaczyć nie chcesz!
Płacić, płacić karzesz!

Ileż jeszcze chcesz?
Cóż mam Ci jeszcze oddać?
Miotasz mną, we wszystkie strony!
Zaglądasz bezlitośnie w me oczy!

Czego w nich szukasz?
Widzisz mój strach i ból?
Weź, co swoje i odejdź!
Odejdź i nie wracaj!

Mówisz, że chcesz mnie?
Chcesz mego powrotu do siebie?
Nie mam sił by walczyć!
Przestań kusić chwilowym szczęściem!

Czemu mnie nie zostawisz?
Czemu mnie niszczysz?
Zamknęłaś mnie w ciemności i nie odpowiadasz!
Jakże głupia byłam, myśląc, że przed tobą ucieknę!

Trudne lekarstwo

Nie chce kłamstwa, mimo, że tak było by łatwiej.
Nie chce zapomnieć, mimo, że tak było by łatwiej.
Nie chce znieczulenia, mimo, że tak było by łatwiej.
Nie chce omijać przeszkód, mimo, że tak było by łatwiej.

Chce pokonywać przeszkody, pomimo trudu.
Chce prawdy, pomimo poświęcenia.
Chce pamiętać, pomimo bólu.
Chce czuć ból, pomimo ran.

Zasłaniasz przeszkody, słodko kłamiesz,
chcesz zabrać ból poprzez zapomnienie.
Zrozum ja tego nie chce.

Życie jest zbyt kruche by gonić za kruchością.
Za tym, co trwałe, silne, wieczne,
za tym biec mi trzeba.

Porzuć wiarę naiwną, sięgnij po trudną i piękną.
Porzuć nadzieje egoistyczną, sięgnij po silną i cierpliwą.
Porzuć miłość fałszywą, sięgnij po doskonałą i nieskończoną.

Ja – człowiek?

Chce by traktowano mnie jak człowieka.
Lecz czy to możliwe?
Gdyż ja nie jestem człowiekiem.
Jestem bestią w skórze największego cudu Boga.

Ja sama jestem temu winna.
Doszłam do tego upadku przez własne błędy.

Gdzie moje sumienie?
Gdzie je zgubiłam?
Gdzie wspaniałe cechy, upodabniające do Boga?
Czy ktoś mi je ukradł?
Może są gdzieś uśpione?

Jak długo pochłania mnie kłamstwo?
Kim jestem?
Czy mogę zdjąć maskę?
Nie, jeszcze nie, nie tutaj, nie teraz.
Mam okazać słabość?
Przecież tak się stanie, gdy zdejmę maskę.
Ale czy z nią jestem twarda?

Czy ucieknę przed sobą?
Może uda mi się sobie przeciwstawić?
A jeżeli przegram?
Nie, nie przegram.
Skoro walczę ze sobą, to przegram i wygram.

Więc, po co ta bitwa?
Aby wygrać wojnę o człowieczeństwo?

Ale czym jest ta wojna?
Czym są moje wojska?

Wojna to nie jedna bitwa, to ciągłe walki.
Nie tylko ze sobą, lecz także z tak zwanym „złem”.
Moje wojska to miłość Boga.
Boga, którego bardzo zawiodłam.
Mimo to, On zawsze jest przy mnie.

Doszłam do skrzyżowania.
Mam iść drogą łatwiejszą?
Tą drogą już szłam.
Na tej drodze nie ma miejsca na przyjaźń, radość, prawdę.
To na tej drodze zgubiłam sumienie.

Tym razem pójdę trudniejszą drogą.
Pójdę na wojnę.
Jestem świadoma, że idąc na wojnę, będę brała, co dziennie udział w bitwach.
W bitwach ze sobą, z pokusami, ze złem.

Chce być znów największym cudem Boga.
Chce zasłużyć na miano człowieka.
Chce zdjąć maskę.
Dużo rzeczy mija, zostawiając ślad,
Który atakuje jak bezlitosny kat.
Lecz najbardziej boli, gdy człowiek odchodzi,
Ale fakt, że odchodzi do wieczności pociesza, choć uczucia miesza.
Choć się prawie wcale Go nie znało, to i tak serce potężnie zagrzmiało,
Łzy jak śnieg rozsypało na wieść o śmierci i na pogrzebie ku Jego pamięci.
Widziałam Go parę razy, radością ludzi darzył.
Tryskał humorem, pocieszał zwykłym słowem. Żałuje, że nie doceniałam Go wcześniej.
Teraz myślę sobie, co raz częściej, co by było, gdy bym Go nie znała.
Co by się nie zmieniło na lepsze, aż mnie przechodzą dreszcze.
Wiem, że nigdy o Nim nie zapomnę, ale nie dla tego, że się nie da, lecz dla tego, że nie chce.
Choć często ta pamięć kłuje moje serce.
                                                                                                         

                                                                                                                      13.10.2008r.

Sumienie

Człowieku!!!
Kim jesteś?
Dokąd podążasz?
Co uważasz za największe wartości?
Jakie cechy posiadasz?
Jakimi mądrościami władasz?
Ile razy upadłeś?
Co Cię podniosło?
Wierzysz w Boga, czy za Boga się uważasz?
Chciwość Tobą kieruje, a pycha Cię unosi?
Prawda Cię wyzwala czy powala?
Miłosierny Samarytanin czy syn marnotrawny?
Co jest Twą oślą szczęką w rękach Samsona?
Znasz swe wady, czy za ideał się uważasz?
Pytasz, kim jestem?
Pytasz, czemu zadaje Ci te pytania?
Mam powiedzieć?
Nalegasz?
To ja, Twe sumienie!

Tłum

Szukam Cię Panie w tłumie
Rozglądam się, idę i biegnę
Widzę tu twarze znajome
Lecz nie widzę Twojej Panie
Może chowasz się przede mną
Lub nie ma Cię w tym Tłumie
Bo tym tu tłumem jestem ja
Tym tłumem jest moje serce
Jesteś, ale nie w mym sercu
Jesteś na zewnątrz i pukasz
Ja nie słyszałam Cię Panie
Zagłuszona tym, co zbędne
Oni wdarli się w serce
I zrobili z niego tłum
Lecz Ty mój Panie czekałeś
Choć byłeś poza tym sercem
Byłeś blisko jak przyjaciel
Teraz proszę Cię zaczekaj
Ty nie jesteś zwykłym gościem
Nie będzie tłumu, będziesz Ty
Zrobię porządek w sercu
I już nic Cię nie zagłuszy